Tagi

, , ,

Mike Rupper, wydawca biuletynu „Ivan the Wilderness”, ujawnia tajemnice CIA:

Pieniądze pochodzące z handlu narkotykami są nieodłącznym elementem amerykańskiej gospodarki. Tak było zawsze. Tak samo było z Brytyjczykami, którzy wprowadzili w XIX wieku opium do Chin, aby sfinansować trójstronny handel z British East India Company. CIA sprzedała trochę narkotyków w czasach Contras (wojna w Nikaragui), żeby finansować tajne operacje, w które nie chciał się angażować Kongres. CIA handluje narkotykami od początku swojego istnienia – od ponad 50 lat, łącznie z okresem, kiedy nie nazywała się jeszcze CIA. 250 miliardów dolarów uzyskiwanych co roku z nielegalnego handlu narkotykami, wyprane przez amerykańską gospodarkę przynosi zyski Wall Street, centrum finansowego USA. To jest przyczyna, dla której CIA skutecznie prowadzi zakazany handel narkotykami z korzyścią dla Wall Street.

Tuż przed wojną Contras (w Nikaragui), powiedzmy w roku 1979, spożycie kokainy w USA wynosiło około 50 ton rocznie. W roku 1985 było to już 600 ton. Obecnie nadal spożywamy 550 ton kokainy rocznie. Zdarzało się, że handlarz narkotyków z Kolumbii dzwoni do General Motors i kupuje tysiąc samochodów terenowych, a GM pyta, skąd są te pieniądze?… Philip Morris (bo to właśnie o nim mowa) jest teraz oskarżony przez 28 kolumbijskich prowincji (odpowiednik stanu) o przeszmuglowanie do Kolumbii papierosów Marlboro o wartości dwóch miliardów dolarów i przyjęcie zapłaty w pieniądzach pochodzących z handlu kokainą. Te pieniądze spowodowały nagłą zwyżkę kursu akcji Philip Morrisa na Wall Street, tak samo General Electric, to wszystko jest udokumentowane przez Departament Sprawiedliwości USA.

Tak więc Agencja włączając się w handel narkotykami miała na celu zdobycie nielegalnej gotówki, ruchomego kapitału, który daje temu, do kogo trafi, nieuczciwą przewagę na rynku.

Proszę rozważyć taką sprawę: Joseph McNamara, były szef San Jose z Instytutu Hoover na Uniwersytecie Stanforda ujawnił kilka wiele mówiących liczb. W roku 1972, kiedy prezydent Richard Nixon rozpoczął wojnę z narkotykami, roczny budżet federalnych agencji zajmujących się pilnowaniem przestrzegania prawa wynosił 110 milionów dolarów, a mimo to w kraju jest jeszcze więcej narkotyków. Są tańsze i znacznie silniejsze w działaniu od tych z roku 1972. To świadczy o tym, że dzieją się jeszcze inne rzeczy.

Narkotyki można postrzegać na wiele różnych sposobów. Dla Brytyjczyków… wprowadzenie opium do Chin było tylko środkiem, a nie celem. Chiny były wtedy jednolitą kulturą. Gdy Brytyjczycy… przybyli tam, byli uważani za barbarzyńców. Chińczycy nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego. Nie chcieli oddać im swojej herbaty, nie chcieli też oddać im swojego jedwabiu. W końcu Brytyjczycy… nie mogąc dostać tego, czego chcieli, udali się do Indii, założyli u stóp Himalajów plantacje maku i wyprodukowane z niego opium szmuglowali do Chin.

W ciągu stu lat udało im się zmienić Chiny ze zjednoczonego kraju o jednolitej kulturze w zbiorowisko samozwańczych generałów walczących ze sobą o pierwszeństwo w handlu narkotykami.

Jeśli spojrzy się na to, co się działo w Południowym i Centralnym Los Angeles w latach osiemdziesiątych, to dostrzeże się ten sam schemat – nic się nie zmieniło.

Jeśli chodzi o narkotyki, mogę o nich mówić z różnych punktów widzenia. Jestem nie tylko byłym policjantem wydziału narkotykowego LAPD, ale również byłym alkoholikiem, który od 17 lat służy innym pomocą w wychodzeniu z tego nałogu. Służyłem w radzie dyrektorów Narodowej Rady ds. Alkoholizmu. Alkohol też jest narkotykiem. Napisałem ponad 35 artykułów do „Journal of Drug and Alcohol Dependence” na temat leczenia uzależnień i wychodzenia z nałogu. Problem z narkotykami polega na tym, że czego by się nie zrobiło, ludzie i tak będą popadać w uzależnienie. W każdej populacji zawsze pewien procent ludzi będzie uzależniony.

I co zrobiła Agencja? Poprzez instytucje takie jak Korporacja Rand i Instytut Neuropsychiatrii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles oraz liczne badania uniwersyteckie które sponsorowała, CIA zaangażował się w badania farmakologiczne, aby dowiedzieć się, który z narkotyków uzależnia najsilniej i najszybciej. Na przykład w latach 1978-1979, na długo przed epidemią kokainy w USA, naukowcy z Instytutu Neuropsychiatrii Uniwersytetu Kalifornijskiego, z których część, jak choćby Louis Jolly West, była bardzo blisko związana z programem MKULTRA, prowadziła badania w Ameryce Południowej, gdzie krajowcy palą basuco, które ma takie samo działanie jak kokaina crack. Uzależnienie to było tak silne, że nawet po wykonanej lobotomii, ludzie ci nadal palili basuco, czy też paste, jak się to nazywało w Kolumbii. CIA wedziała o tyn, bowiem Instytut Neuropsychiatrii i Korporacja Rand przekazały jej te dane.

Tak więc CIA, już w roku 1980 dokładnie wiedziała, jakie będą skutki wprowadzenia cracku na ulice.

W maju 1998 roku opublikowaliśmy w moim biuletynie „From the Wilderness” artykuł napisany przez Catherine Austin Fitts, byłą zastępczynię sekretarza Wydziału Budownictwa Mieszkaniowego i Rozwoju Urbanistycznego. Otóż w sierpniu 1996 roku sporządziła ona pewną mapę – było to w tym samym czasie, kiedy w San Jose Mercury News ukazała się opowieść Gary’ego Webba. Mapa ta obejmowała Południowe i Centralne Los Angeles i przestawiała domy i mieszkania z obciążoną hipoteką albo pozbawione prawa wykupu zastawu. Przyglądając się wszystkim tym obciążonym hipotekom, można było dostrzec, że znajdują się one dokładnie tam, gdzie panowała epidemia cracku. Patrząc na te dane Wydziału Budownictwa Mieszkaniowego i Rozwoju Urbanistycznego nie trudno było zauważyć, że w latach osiemdziesiątych tysiące należących do klasy średniej ciężko pracujących afroamerykańskich rodzin straciło z powodu hipoteki swoje domy. Dlaczego? Na ulicach co rusz wybuchały strzelaniny, a więzy sąsiedzkie zostały zniszczone, za ścianą zamieszkali narkomani, czyjeś dzieci lądowały w więzieniu i musiał się on wyprowadzić. Dom, za który ktoś zapłacił 100,000 szacowano teraz na 40,000, ponieważ nikt nie chciał go kupić. Musiał stamtąd szybko uciekać, a ponieważ nie mógł sprzedać domu, często porzucał go. Przeprowadzone przez Catherine badanie wykazało, że zaraz po epidemii cracku pojawił się ktoś…, kto kupił tysiące domów za 10-20 procent ich wartości.

Jest to często praktykowany przez rządzące elity model ekonomiczny: użyj pieniędzy biedaków, aby ukraść ich własną ziemię. Ktoś… sprawia, że biedacy wydają pieniądze na kupno narkotyków, dzięki tym pieniądzom dostarcza się im jeszcze więcej narkotyków rujnujących ich majątki i własność którą potem można ukraść. Takie rzeczy działy się nie tylko w Los Angeles, ale i w Washington Heights w Nowym Jorku. To wszystko zostało udokumentowane przez wybitnego naukowca, profesora Johna Metzgera z Uniwersytetu Stanowego w Michigan, który jest jednym z moich prenumeratorów. Ma doktorat z planowania urbanistycznego. Było to również omawiane w raporcie Komisji Kernera w roku 1967 po zamieszkach w Detroit, w którym przedstawiono politykę rządu USA, zgodnie z którą mniejszości etniczne nie mogą stanowić więcej niż jedną czwartą populacji ubogich dzielnic miejskich. Nazwali to „rozproszeniem przestrzennym”… Tak więc plan ma na celu dosłownie zabijanie, rabowanie… Wszyscy znamy to już z historii… „Zabić Indianina, zabrać ich ziemię, zabrać bogactwo”. Nieporozumieniem jest przekonanie, że całą tę kokainę czy crack spożywali tylko Afroamerykanie. Biali konsumowali niemal tyle samo cracku co oni, oczywiście w odniesieniu do całkowitego spożycia.

Możliwe nawet, że biali spożywali więcej kokainy niż Afroamerykanie, tyle że w postaci proszku. To, co widziałem, to były rozmyślne działania Agencji lub związanych z nią organizacji mające na celu upewnienie się, że duże ilości kokainy lub cracku trafia do ubogich dzielnic Los Angeles. To wszystko było pod ochroną. A to co widziałem w LAPD, było jawną współpracą między oddziałami lokalnej policji i CIA.

Pierwszy raz werbowali mnie, kiedy byłem na ostatnim roku na UCLA. Agencja zaprosiła mnie do Waszyngtonu, gdzie powiedzieli mi: „Mike, chcielibyśmy, żebyś został oficerem CIA. Pracowałeś już trzy lata jako stażysta w LAPD, pracowałeś dla szefa, twoja rodzina pracuje w CIA, twoja matka jest w NSA. Chcielibyśmy, żebyś wrócił do LAPD i żeby twoja praca gliniarza była tylko przykrywką„.

Właśnie tak działa Agencja. Udokumentowaliśmy to w Nowym Orleanie, Nowym Jorku i wydziałach policji w całym kraju. Widziałem miejsca, w których CIA po cichu współpracował z miejscowymi agencjami, aby chronić swoje operacje narkotykowe. To jeden z powodów, dla których muszą to robić. To eliminuje konkurencję.

Czy ludzie, którzy po przeszkoleniu w CIA idą pracować pod przykrywką oficera policji, są z gruntu nieuczciwi? Robią to dla pieniędzy, czy też naprawdę wierzą, że może być z tego jakiś pożytek?

Rozmawialiśmy kiedyś o Lennym Horowitzu i jego wielkiej książce „Emerging Viruses”. Użył w niej jako motta pewnego cytatu. Jest to do dziś jeden z moich ulubionych cytatów. Jego autorem jest Aleksander Sołżenicyn. Otóż powiedział on, że aby ludzie mogli czynić zło, muszą najpierw uwierzyć, że to co robią, jest dobre, inaczej nie mogliby tego robić.

Nie każdy, kto pracuje w jakimś lokalnym wydziale policji i jest powiązany z CIA, jest od razu jego kadrowym oficerem. Agencja często posługuje się pracownikami kontraktowymi. Zwracają się do różnych ludzi z jakąś specjalnością wojskową i wynajmują ich do pracy na swoją rzecz. Inni są tylko pracownikami kontraktowymi i sami siebie oszukują. A łatwo jest uwierzyć – to jeden z najgorszych ludzkich grzechów – że jeśli zarabia się te wszystkie pieniądze i ma się władzę, to robi się to dla słusznej sprawy. Jest w tym pewien element złudzenia, który staje się szczególnie niebezpieczny, gdy ktoś próbuje mu zaprzeczyć.

http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=453

Reklamy