Historia zaangażowania Stanów Zjednoczonych w handel narkotykami liczy ponad 150lat.Dostojne rodziny opływające w dobra doczesne będące często członkami tajnych stowarzyszeń, takich jak tajny Order of Skull and Bones z Yale(Bractwo Czaszki i Kości),zajęły się handlem narkotykami w celu zdobycia bogactwa i wpływów. Jedną z rodzin założycielskich Bractwa Czaszki i Kości byli Russellowie.

Russell Trust (Trust Russellów) do dzisiaj jest legalną agendą tego bractwa.W roku 1823 Samuel Russell założył firmę Russell & Company (Russell i Spółka).Zaopatrywał się w opium w Turcji i szmuglował je do Chin na pokładach szybkich kliperów. W roku 1830 Russell wykupił bostoński syndykat opium Perkinsa i w Connecticut założył główne przedsiębiorstwo. Jego człowiekiem w Kantonie był Warren Delano jr – dziadek Franklina D. Roosevelta, prezydenta Stanów Zjednoczonych tuż przed oraz w czasie trwania II wojny światowej. Pozostali partnerzy Russella to, między innymi, Coolidge, Perkins, Sturgis oraz rodziny Forbesów i Lowów.

W roku 1832 William Huntington, kuzyn Samuela Russella, założył pierwszy amerykański oddział Bractwa Czaszki i Kości. Przyciągnął doń członków najpotężniejszych i najbardziej wpływowych rodzin amerykańskich. Wykaz jego członków czyta się podobnie jak amerykańskie Who’s who(Kto jest kim): Lord, Whitney, Taft, Jay, Bundy, Harriman, Weyerhauser, Pinchot, Rockefeller, Goodyear, Sloane, Simpson, Phelps, Pillsbury, Perkins, Kellogg, Vanderbilt, Bush i Lovett – to tylko niektóre z najbardziej prominentnych nazwisk.Co jest bardzo charakterystyczne, członkowie bractwa zawsze mieli ścisłe i trwałe związki ze środowiskiem amerykańskich służb specjalnych. Były prezydent Stanów Zjednoczonych, George Bush, członek Bractwa Czaszki i Kości był w latach 1975-1976 dyrektorem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Istnieje silny związek służb specjalnych z Yale College, gdzie czterech jego absolwentów założyło „Culper Ring” („Pierścień Culpera”), który przeprowadził w ścisłej tajemnicy pod nadzorem Jerzego Waszyngtona jedną z pierwszych amerykańskich operacji wywiadowczych mającą na celu zbieranie ważnych informacji o Brytyjczykach w czasie wojny o niepodległość.

W roku 1903 Divinity School (szkoła teologiczna) z Yale założyła cały szereg szkół i szpitali na całym terytorium Chin. Jednym z członków ich personelu był Mao Tse-tung. W latach trzydziestych siła przebicia chińskich delegatur Yale była tak wielka, że służby specjalne USA zwróciły się do „Yale w Chinach”, aby wspomogło je w ich operacjach wywiadowczych.Warto podkreślić, że produktem ubocznym opium i heroiny jest handlowa nazwa spółki Bayer, która wypuściła swój mocno uzależniający produkt w roku 1898 i wciąż pozostaje światowym liderem w produkcji farmaceutyków. Heroina i kokaina pozostawały towarem dostępnym legalnie aż do chwili ich zdelegalizowania przez Ligę Narodów, poprzednika ONZ, oraz Stany Zjednoczone w latach dwudziestych. W wyniku tego zakazu konsumpcja tych narkotyków zaczęła systematycznie rosnąć.

Mimo to w latach 1939-1946 w Europie i Stanach Zjednoczonych doprowadzono do prawie całkowitego wykorzenienia uzależnienia od narkotyków, jednak ten szczęśliwy stan nie trwał długo.

A POTEM NASTAŁA WOJNA WIETNAMSKA

Indochiny, których większość od XIX wieku znajdowała się pod francuską kontrolą, w czasie II wojny światowej zostały przechwycone przez Japończyków. Po jej zakończeniu Francja odzyskała kontrolę nad Wietnamem, Kambodżą, Laosem i Tajlandią, lecz narastające tam ruchy niepodległościowe zaczęły ich stamtąd wypierać. Ostatecznie w roku 1954 doszło do rozstrzygającej bitwy pod Dien Bien Phu z Viet-Minhem. Francuzi przegrali ją i wycofali się z Indochin.

Ich miejsce natychmiast zajęły Stany Zjednoczone.W międzyczasie Francuzi zorganizowali potężny aparat służb specjalnych finansowany przez dochody z handlu opium. Maurice Belleux, były szef SDECE, francuskiego odpowiednika CIA, potwierdził to w swoich bardzo rzeczowych odpowiedziach na pytania zadawane mu w trakcie wywiadu przez znanego historyka, profesora Alfreda McCoya. Belleux oświadczył McCoyowi, że: „francuskie służby specjalne finansowały wszystkie operacje z funduszy pochodzących z kontroli całego indochińskiego handlu narkotykami”.

Trwało to przez cały okres francuskiej wojny kolonialnej prowadzonej w latach 1946-1954. Belleux wyjaśnił, jak to działało.

Otóż oddziały francuskich spadochroniarzy walczące z górskimi plemionami rozrzuconymi po całym regionie zbierały surowe opium i przerzucały je na pokładach swoich samolotów wojskowych do Sajgonu, gdzie przekazywano je mafii chińsko–wietnamskiej, która zajmowała się jego dystrybucją. Mocno zaangażowane w handel narkotykami były również korsykańskie syndykaty zbrodni, które dostarczały opium do Marsylii we Francji, gdzie przerabiano je na heroinę. Stamtąd heroina była rozprowadzana po Europie i Stanach Zjednoczonych, zaś sieć jej dealerów nazywano „French Connection” („Francuskie Połączenie” lub„Francuskie Ogniwo”).

Był to przypadek, w którym świat przestępczy działał ręka w rękę z rządem francuskim, przy czym obie strony ciągnęły z tego procederu spore profity. Zyski przekazywano w odpowiednie miejsca poprzez konta w banku centralnym kontrolowane przez kręgi francuskich wojskowych służb specjalnych. Superszpieg SDECE zakończył wywiad stwierdzeniem, że „CIA przejęła wszystkie francuskie aktywa i poszła tą samą drogą”.

Termin „wojna wietnamska” jest zupełnie nieadekwatny do rzeczywistości. Dla amerykańskiego zaangażowania się wsprawy tego regionu bardziej właściwa byłaby nazwa„wojna w południowo-wschodniej Azji”. W czasie gdy media rozpisywały się i pokazywały wyłącznie wojnę w Wietnamie,w tajemnicy utrzymywano wojnę prowadzoną w Kambodży, Laosie i Tajlandii, która ciągnęła się przez całe lata osiemdziesiąte.Była to własna, brudna wojna CIA prowadzona przy pomocy miejscowych kacyków oraz żołnierzy i lotników amerykańskich nie figurujących w żadnych rejestrach („off-the-books”)– tych samych, którzy wzięci do niewoli, zostali opuszczeni przez przeraźliwie niewdzięczny i cyniczny tajny rząd.

Amerykańska strategia wojskowa w Wietnamie była wręcz unikalna. Mimo iż Amerykanie mieli znaczną przewagę wojskową, przy pomocy której byli zdolni do wygrania wojny w ciągu około roku, nie wolno im było tego zrobić.Był to zakaz wydany przez architektów amerykańskiej polityki zagranicznej.

Doktryna ta znalazła swój pisemny wyraz w Rozporządzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego numer 68 (National Security Council Memorandum 68), które stanowiło wzorzec dla polityki zimnej wojny. Była to ta sama polityka, która zakazała aliantom zwycięstwa w Korei, jak to wyjaśnił w swoim zeznaniu z roku 1996 przeznaczonym dla Kongresu pułkownik Philip Corso, były szef Wydziału Zadań Specjalnych Sekcji Wywiadu Dowództwa Sił Dalekiego Wschodu (Special Projects Branch, Intelligence Division, Far East Command). Po powrocie z Korei Corso został oddelegowany do Zespołu Koordynacji Operacji (Operations Coordinating Board) przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu (White House National Security Council), gdzie odkrył zasady polityki „nie wygrywać”, która bardzo mocno go zaniepokoiła.

Jeśli w zamiarach Stanów Zjednoczonych nie leżało zwycięstwo wojskowe (w Wietnamie), to z całą pewnością leżało zachowanie kontroli nad produkcją opium w tym regionie. Nie trzeba było wiele czasu, aby CIA przejęła tam ścisłą kontrolę nad handlem narkotykami. W rezultacie nastąpił olbrzymi wzrost produkcji opium, co z kolei wywołało skokowy wzrost przypadków uzależnień od heroiny w krajach Północnej Ameryki i Zachodniej Europy. Równolegle nastąpił ogromny wzrost przypadków uzależnień od heroiny wśród stacjonujących w Wietnamie żołnierzy amerykańskich. Około jednej trzeciej całego wojskowego personelu „wisiało” na „chińskiej bieli” (dane te pochodzą od człowieka ze Spooksville w stanie Wirginia).

Rozprowadzanie narkotyków stało się popularnym zajęciem wśród korpusu oficerskiego Wietnamu Południowego.Jedną z głównych postaci tego procederu był generał Dang Van Quang, doradca do spraw wojskowych i bezpieczeństwa prezydenta Nguyen Van Thieu. Do przrzutu narkotyków Quang zaangażował Wietnamskie Siły Specjalne operujące w Laosie. Laos, królestwo CIA, był głównym producentem opium.

Całość spraw z tym związanych nadzorował generał Vang Pao, przywódca plemienia Meo, który brał udział w tej tajnej wojnie CIA.

Vang Pao zbierał surowe opium uprawiane w całym północnym Laosie i transportował je do Long Thien na pokładach helikopterów „Air America”, firmy należącej do CIA. Wybudowany przez USA olbrzymi kompleks, Long Thien, nazywany był „Spook Heaven” („Duch Niebios”) lub „Alternate 20” („Substytut 20”). To właśnie tam przetwarzano surowe opium generała Pao na najwyższej jakości chińską białą heroinę (numer 4).W tym miejscu kończył się bezpośredni udział CIA w tej operacji.

W międzyczasie CIA wyposażyło Vang Pao we własną linię lotniczą zwaną przez wtajemniczonych „Air Opium” („Linie Lotnicze Opium”), która transportowała narkotyki do Sajgonu na teren gigantycznej amerykańskiej bazy lotniczej Ton Sohn Nut. Tam część ładunku rozdzielano między dealerów sieci Quanga, którzy sprzedawali narkotyk uzależnionym żołnierzom amerykańskim.

Resztę towaru przekazywano korsykańskiemu syndykatowi z Marsylii, który dostarczał go na Kubę będącą punktem przerzutowym kontrolowanym przez szefa mafii z Florydy, Santosa Trafficante, a stamtąd do Stanów Zjednoczonych. Zmianę w trasie szmuglowania spowodowało zaszywanie paczek z heroiną w ciałach zabitych żołnierzy amerykańskich wracających do ojczyzny w trumnach na swój pogrzeb.Twórcy polityki amerykańskiej nic nie robili, aby przeciwdziałać rosnącej lawinowo ilości uzależnień wśród własnych żołnierzy.

Najdobitniejszym wyrazem tej lekceważącej postawy była wypowiedź sekretarza stanu, Henry Kissingera, który dziennikarzom Washington Post, Woodwardowii Bernsteinowi, oświadczył, że: „wojskowi to tępe, głupie zwierzaki będące pionkami w polityce zagranicznej”.

Skoro „wojskowi to tępe, głupie zwierzaki”, których używa się, uzależnia, a następnie posługuje się nimi jak„pionkami w polityce zagranicznej”, to idąc tym tokiem ozumowania można zapytać, czy zwykli obywatele, płatnicy podatków, nie są traktowani tak samo, kiedy dostarcza się hurtowe ilości narkotyków do amerykańskich miast? Bez wątpienia uzależniona populacja bardziej nadaje się do realizacji jednego z postulatów Rozprządzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego nr 68, czyli do ustanowienia „ładu społecznego”.

Dochody ze sprzedaży narkotyków były prane poprzez australijski Bank Nugan Hand i z tych właśnie środków finansowano tajne wojny CIA w tamtym regionie.

Po wspieranej przez USA inwazji na Kambodżę dokonanej w maju 1970 roku utworzono kolejny kanał przerzutowy heroiny. Poprzednio niedostępne regiony tego kraju, które miały idealne warunki do uprawy opium, zostały natychmiast włączone do jego produkcji. Szmuglerski kanał przerzutowy był obsługiwany przez wietnamską marynarkę wojenną, która założyła swoje bazy w Phnom Penh i wzdłuż rzeki Mekong.

W niecały tydzień po wtargnięciu do Kambodży dowodzona przez kapitana Nyugen Thaanh Chauarmada składająca się ze 140 wietnamskich i amerykańskich jednostek nawodnych zajęła Kambodżę.

Operację tę okrzyknięto„wielkim taktycznym osiągnięciem”, zaś samą armadę nazwano„wielką wojskową humanitarną flotyllą”. Armada z miejsca przystąpiła do roboty szmuglując „ogromne ilości opium i heroiny do Południowego Wietnamu”.Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Południowego Wietnamu generał Quang, o którym mówi się, że był największym handlarzem narkotyków w Południowym Wietnamie, przeniósł się po cichu do Montrealu w Kanadzie za pośrednictwem bazy wojskowej w Fort Chaffee w Arkansas. Mówi się, że wpuszczenie Quanga do Kanady było wynikiem cichego i zdecydowanego nacisku ze strony rządu Stanów Zjednoczonych.

BUDOWA RYNKÓW – ELIMINACJA KONKURENCJI

Oczywista sprzeczność interesów między prowadzonym od dziesiątków lat przez CIA międzynarodowym handlem narkotykami i prowadzoną przez Agencję do Walki z Narkotykami „wojną z narkotykami” jest w rzeczywistości iluzoryczna. W czasie udzielonego w roku 1991 wywiadu radiowego profesor Alfred McCoy opisał coś, co nazwał „instytucjonalną zależnością między DEA i CIA”. Wcześniej, w latach trzydziestych, powołano do życia Federalne Biuro ds. Narkotyków(poprzednik DEA), którego zadaniem było ukrócenie handlu i spożycia narkotyków.

FBN było jedyną agencją USA, która jeszcze przed II wojną światową posiadała tajnych agentów. Wraz z jej wybuchem czołowi agenci FBN zostali przeniesieni do nowo utworzonego Biura Służb Strategicznych , które z czasem przekształciło się w CIA, aby nauczyć jego personel „sztuki tajności”. Ta współzależność trwa do dzisiaj. McCoy stwierdził: „Rezultat jest taki, że tam, gdzie CIA prowadzi interesy narkotykowe, DEA oficjalnie udaje się na spoczynek”.

Prowadzi to do oczywistego wniosku, że DEA zajmuje się głównie pilnowaniem tego, aby nie było napływu narkotyków z innych niż „aprobowanych przez CIA” źródeł, oraz że kolejne amerykańskie programy „wojen z narkotykami” są w rzeczywistości wojnami mającymi na celu ograniczenie konkurencji. Bez względu na to, czy jest to polityka celowa, czy nie, rezultat jest taki sam. Wynika z tego niezbicie, że aprobowani przez CIA handlarze będą coraz bardziej opanowywali globalny rynek handlu narkotykami i uczynią z rządu Stanów Zjednoczonych największego handlarza narkotyków na świecie.

Niektórzy uważają, że to już się stało i że zawsze było częścią długofalowych planów kreślonych przez działających w ukryciu animatorów polityki, których chciwy i zazdrosny wzrok był zawsze skierowany na zasoby surowcowe naszej planety, wśród których narkotyki należą do najbardziej zyskownych.

Heroina dostarczana do Stanów Zjednoczonych była produkowana przez dwa potężne kartele: ten kontrolowany przez CIA w Południowo-Wschodniej Azji i drugi wywodzący się z Turcji, która jest bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.

Kiedy w roku 1973 prezydent Richard Nixon ogłosił swoją „wojnę z narkotykami” spowodowało to

zamknięcie kanału przerzutowego z Turcji, który wiódł poprzez Marsylię i pozostawał pod kontrolą korsykańskich syndykatów zbrodni. Wywołało to wzrost zapotrzebowania na heroinę produkowaną w Złotym Trójkącie Południowo-Wschodniej Azji, głównie w Birmie. Wcześniej, w roku 1949, region ten był zbrojną redutą umożliwiającą ucieczkę chińskim nacjonalistom dowodzonym przez Czang Kajszeka,które mu deptała po piętach Czerwona Armia Mao Tse-tunga.

CIA zorganizowała ogromną operacjęwspierającą, której celem było wykorzystanie tych sił do utworzenia siatki wywiadowczej wewnątrz Chin i włączenie jej do walki z siłami komunistycznymi, aby zapobiec potencjalnej inwazji komunistycznej na obszar Południowo-Wschodniej Azji. Do finansowania tej małej, tajnej wojny CIA potrzebowała czarnych funduszy, które pochodziły z prowadzonego na dużą skalę handlu narkotykami. To właśnie tam stare „Ręce Chin” Biura Służb Strategicznych („China Hands” OSS) utworzyły największe na świecie centrum produkcji opium. W roku 1961 wynosiła ona już około 1000 ton. Birmańskie „polahodowlane” kontrolowane są obecnie przez wspieranego przez CIA watażkę Khun Sa.

HEROINOWY KANAŁ PRZERZUTOWY KHUN SA

W tym miejscu nasza historia zatacza pełny krąg. W pierwszej części zamieściliśmy treść zaprzysiężonego oświadczenia pułkownika Edwarda P. Cutolo dotyczącego jego bezpośredniej wiedzy i zaangażowania się w sankcjonowany przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych przerzut narkotyków pochodzących z Bogoty w Kolumbii do Panamy.W owym czasie starszym rangą oficerem Amerykańskich Sił Specjalnych (US Special Forces), który dowodził nimi w regionie podległym Południowemu Dowództwu (Southern Command) był podpułkownik James „Bo” Gritz.

Bo Gritz był jednym z tych, którzy w tajemnicy zaangażowali się w dochodzenie mające na celu ustalenie przyczyny śmierci pułkownika Cutolo i innych oficerów, jak również tym, który przez długi czas prowadził kampanię poszukiwania amerykańskich żołnierzy zaginionych w akcji lub wziętych do niewoli w rejonie Wietnamu.

Ross Perot poinformował go, że trzej amerykańscy jeńcy wojenni są przetrzymywani przez Khun Sa, który zgodził się ich oddać.

Za sprawą kontaktów z wysoko postawionymi osobistościami w chińskim rządzie Perot uzyskał zgodę na wstęp do kwatery głównej Khun Sa, która znajdowała się w odległym rejonie Shanlandu. Wiedząc, że przy pomocy rozległych kontaktów w tym rejonie może dotrzeć tam znacznie szybciej i wrócić cało, Gritz ruszył tam w listopadzie 1986 roku razem z kilkoma wybranymi przez siebie byłymi żołnierzami Sił Specjalnych.

Dotarcie do siedziby Khun Sa zajęło Gritzowi i jego ludziom trzy dni.

W końcu Gritz spotkał się z nim, który zdziwiony oświadczył mu, że nigdy nie przetrzymywał żadnych amerykańskich jeńców.

W czasie rozmowy z Khun Są Gritz zapytał go, dlaczego tak mocno zaangażował się w handel opium, które jest źródłem wielu problemów w Ameryce. Odpowiedź była zaskakująca. Khun Sa oznajmił mu, że całość jego dostaw – w owym czasie było to około 900 ton rocznie – wykupuje rząd Stanów Zjednoczonych. Następnie stwierdził, że chętnie zaprzestanie produkcji opium, jako że sam go nienawidzi, lecz zrobi to, pod warunkiem że Stany Zjednoczone będą wypłacały mu przynajmniej 1/10 tego, co wydają na „wojny z narkotykami” w tym regionie. Zdziwiony Gritz zawiózł jego propozycję do USA i przedstawił ją rządowi.

Tu czekała go jednak kolejna niespodzianka. Oznajmiono mu, że rząd nie jest zainteresowany tą ofertą. Ostrzeżono go również, że może go spotkać dużo przykrości, jeśli nie przestanie zajmować się tą sprawą. Gritz zignorował to ostrzeżenie i pięć miesięcy później, w maju 1987 roku, wrócił do Birmy, aby ponownie spotkać się z Khun Sa. Tym razem zabrał ze sobą kamerę wideo i poprosił Khun Sa, aby wymienił przed nią nazwiska ludzi odpowiedzialnych za wszystko.

Khun Sa polecił swojej sekretarce, aby odczytała nazwiska z jego dziennika, podkreślił jednak, że będą to nazwiska dawnych współpracowników, a nie tych, z którymi robi obecnie interesy. Oficerem dokonującym zakupu opium w imieniu rządu Stanów Zjednoczonych był Richard Armitage, wysoko postawiony i dobrze znany urzędnik administracji państwowej.

Richard Armitage

Kolejną osobą wymienioną przez sekretarkę Khun Sa był Santos Trafficante, który działał jako „przedstawiciel handlowy” Armitage’a. Gritz doskonale wiedział, że Trafficante to znany szef mafii z Florydy. W czasie wykładu wygłoszonego w roku 1991 Gritz omówił ekonomikę dostaw heroiny do Stanów Zjednoczonych realizowanych przez Khun Sa. Rząd Stanów Zjednoczonych płaci mu 300000 dolarów za tonę. Następnie ten sam produkt sprzedawany jest na ulicach w cenie jednego miliona dolarów za funt (1 tona = 2205 funtów, czyli za 300000 dolarów CIA uzyskuje ich 2205000000 – przyp.tłum.). „Nikt nie chce eliminować go z interesu” – zauważył drwiąco Gritz. Gritz twierdzi, że po powrocie do Stanów Zjednoczonych w roku 1987 starał się skontaktować i zainteresować sprawą kogoś z administracji, włącznie z wiceprezydentem George’em Bushem. Jego starania ponownie spotkały się z dezaprobatą.

Chcąc uczynić gest dobrej woli wobec rządu USA Khun Sa wystosował do George’a Busha pismo opatrzone datą 15 marca 1988 roku, w którym zaoferował mu jedną tonę „azjatyckiej heroiny” gratis. Była to próba mająca na celu uzyskanie poparcia rządu USA na zamianę produkcji opium na coś bardziej pożytecznego. Bush zignorował ten list, natomiast Departamentu Stanu odrzekł: „Nie jesteśmy zainteresowani”. Zdegustowany Gritz rozpoczął otwartą kampanię mającą na celu pokazanie Amerykanom, co ich rząd wyprawia w ich imieniu. W ramach odwetu oskarżono go o popełnienie przestępstw kryminalnych – jednym z nich miało być używanie fałszywego paszportu w czasie jednej z jego wizyt w Birmie. Gritz przyznał się do tego, dodając, że jest to normalna procedura stosowana podczas wszelkiego rodzaju „czarnych operacji”, i ława przysięgłych uznała go za niewinnego.

Od tego momentu Gritz otwarcie krytykuje kolejne rządy i ich dwulicową, tajną politykę, w wyniku czego jest nieustannie prześladowany przez nikczemne, stronnicze media.Zarzuty Gritza nie zostały jednak przemilczane. Znaleźli się inni, którzy podjęli wskazane przez niego wątki. W rezultacie wszczęto ciche dochodzenie w sprawie tajnej działalności Richarda Armitage’a.

Lt. Col. Bo Gritz claims CIA drug dealing, July 1988

SZPIEG – SPEC OD NARKOTYKÓW

Niezwykle wpływowy „swój człowiek”, Armitage, załatwił dla pułkownika Dave’a Browna stanowisko bezpośredniego doradcy prezydenta Reagana do spraw wojskowych.Celem tego posunięcia było, jak wyznał pewien obeznany z tymi sprawami człowiek, „wywieranie subtelnego wpływu na sposób jego

codziennego myślenia”. Ponadto „w innych departamentach i agencjach podjęto inne działania tego typu”.

Okiełznawszy skutecznie prezydenta Reagana, Armitage i jego niewielka koteria waszyngtońskich awanturników uwierzyła w swoją nietykalność. Gwoli prawdy w dużej mierze mieli rację. Będąc Doradcą Sekretarza Obrony, Armitage w lutym 1989 roku otrzymał po zwycięskiej kampanii prezydenckiej Busha stanowisko Doradcy Sekretarza Stanu ds. Dalekiego Wschodu. Ta nominacja została jednak w ostatniej chwili zablokowana i Armitage otrzymał ostatecznie stanowisko Sekretarza Armii.

Poza sceną oficjalnych wydarzeń toczyła się wirtualna wojna, w której Departament Sprawiedliwości i FBI starały się postawić go w stan oskarżenia pod zarzutem udziału w handlu narkotykami oraz popełnienia innych czynów o charakterze przestępczym. Zamiarom tym stanowczo przeciwstawiał się minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, Thornburg, który mianowany został na to stanowisko przez prezydenta Busha. Warto podkreślić, że Armitage znajdował się również pod lupą federalnych detektywów pracujących na rzecz Prezydenckiej Komisji ds. Walki z Przestępczością, która miała oko na jego działalność kryminalną za granicą obejmującą hazard i narkotyki. Było to skutkiem jego bliskiego

związku z Wietnamką Ngdyet Tui (Nanette) O’Rourke.

O’Rourke tkwiła w samym centrum imperium hazardowego prowadzonego przez Wietnamczyków stacjonujących w amerykańskich bazach. O’Rourke została uhonorowana obywatelstwem amerykańskim, jak twierdzi pewne źródło, „w wysoce podejrzanych okolicznościach”. Podejrzewano ją również o prostytucję. W toku śledztwa okazało się, że związek Armitage’a z O’Rourke sięga jeszcze okresu jego służby w Wietnamie, kiedy to podejrzewano go o prowadzenie razem z nią podejrzanego baru w Sajgonie. Podejrzewano również, że działała ona także jako jego „kurier”. Inny uczestnik tego dochodzenia stwierdził, że „prawie każda kobieta wietnamska zamieszana w sprawy hazardu na wschodnim wybrzeżu [Stanów Zjednoczonych] jest żoną Amerykanina, który pracuje w CIA lub ma związki z tą agencją”, podobnie jak to jest w przypadku męża O’Rourke.

W międzyczasie kolejnemu oficerowi śledczemu, który uważał, że Armitage był „brudny”, dalsze prowadzenie śledztwa udaremnił Sekretarz Obrony Frank Carlucci pospołu z jego innymi potężnymi opiekunami. W roku 1975 w czasie podróży Armitage’a do Wietnamu z ramienia CIA Carlucci był w Centralnej Agencji Wywiadowczej człowiekiem numer dwa. Liczne kłody rzucane przez ludzi z wysokiego szczebla pod nogi osób prowadzących dochodzenie w sprawie kryminalnej działalności Armitage’a doprowadziły do jego zaniechania. Mimo to zdołano do tego czasu zgromadzić mocno obciążające go dowody.

Dużą w tym wszystkim rolę odegrały jego szczególne stosunki z O’Rourke. Detektywi zdobyli fotografię, najprawdopodobniej wykonaną przez zawodowca, na której naga O’Rourke pozuje w swojej sypialni na tle na wpół rozebranego Armitage’a. To i inne fakty doprowadziły prowadzących śledztwo oraz pewnych wysoko postawionych, dobrze znanych w kręgach policji, ludzi do wniosku, że O’Rourke pracowała na rzecz wywiadu północno-wietnamskiego, zaś fotografię tę wykorzystywano do szantażowania Armitage’a w celu przeciągnięcia go na drugą stronę.

Taka była wymowa informacji uzyskanych na temat Armitage’a, która zmusiła go do rezygnacji ze stanowiska Sekretarza Armii i oczywiście wszelkich innych stanowisk w rządzie USA. W rezultacie wysocy rangą przedstawiciele Departamentu Obrony prywatnie orzekli, że noga Armitage’a nigdy więcej w nim nie postanie. Znany w wietnamskim środowisku jako „Pan Phu” („Pan Bogaty”) Armitage mimo niesławy wciąż mógł liczyć na swoich politycznych mecenasów, dzięki którym udało mu się uniknąć oskarżenia w sprawie kryminalnej.

Rozległa wiedza na temat „brudów” rządu amerykańskiego z okresu trzech poprzednich dekad zapewniła mu nietykalność. Szacuje się, że w latach 1991-1992 zbiory opium z rejonu Złotego Trójkąta kontrolowanego przez Khun Sa wyniosły 3000 ton. Z powodu stałych trudności z przewozem towarów w tym rejonie wynikających z górskiego ukształtowania terenu, wybudowano drogę szybkiego ruchu z betonową nawierzchnią, dzięki czemu uzyskano możliwość szybkiego przewożenia opium samochodami na rządowe lotniska w Tajlandii. Stamtąd oczyszczona heroina przesyłana jest bezpośrednio do Stanów Zjednoczonych i innych krajów Zachodu.

Fakt, że Frank Carlucci, były numer dwa w CIA, „chronił” Armitage’a w czasie, gdy próbowano się do niego dobrać, upoważnia nas do zapytania, czy ktoś jeszcze mógł chronić tego byłego zdyskredytowanego agenta CIA. Chyba nikogo by nie zdziwiło, gdyby okazało się, że kolejną osobą

osłaniającą Armitage’a był George Bush, numer jeden w CIA za sprawą nominacji, jaką otrzymał od prezydenta Geralda Forda w roku 1975. Ludzie ci tworzą mały światek, ale niesłychanie brudny.

Konkludując należy stwierdzić, że bieżąca działalność CIA prowadzona na rzecz małej kliki wpływowych osobistości w sposób oczywisty dowodzi istnienia tajnego rządu, który używa struktur demokratycznych jako fasady, za którą może się skutecznie kryć. Narkotyki będące niezwykle dochodowym towarem służą do finansowania większości tajnych przedsięwzięć tego tajnego rządu. Kolejnym bardzo lukratywnym towarem fundowanym za publiczne pieniądze jest broń. To wszystko prowadzi do wniosku, że nadrzędnym i jednocześnie ukrytym celem tych działań jest tworzenie za granicą ognisk zapalnych prowadzących do okrutnych wojen i jednocześnie trzymanie swoich własnych rodaków w stanie narkotycznego odurzenia, a właściwie tych warstw społecznych, które są postrzegane jako irytująca doczepka do elity składającej się z wybranych przez siebie samych panów, którzy rządzą kryjąc się za plecami innych.

Sedno tej historii nie polega na tym, że jest to robione w imieniu społeczeństwa, w imię wolności i demokracji, w myśl chwytliwych sloganów, które nic nie znaczą, dla tych, którzy ich używają, ale na tym, że to pieniądze pochodzące z płaconych przez społeczeństwo podatków umożliwiają kontynuację tego procederu. Być może właśnie dlatego slangowa nazwa narkotyków brzmi „dope”.s

Od autora:

Pragnę w tym miejscu podziękować Rossowi Milosevichowi, byłemu pracownikowi ambasady australijskiej w Waszyngtonie, za jego wydatną pomoc. Ross często podróżuje po Południowo-Wschodniej Azji w związku z MIA/POW , dzięki czemu zdołał zebrać dużo użytecznych informacji. Poza tym ma dobre rozeznanie w sprawach dotyczących handlu narkotykami.

O autorze:

Po dwudziestu ośmiu latach pracy w bankowości na rzecz londyńskiego City David Guyatt rozpoczął karierę pisarza pracującego na rzecz różnorodnych mediów, włącznie z telewizją i filmem fabularnym. Zajmuje się również gromadzeniem materiałów do artykułów i telewizyjnych filmów dokumentalnych. Pisuje regularnie

do NEXUSA, Fortean Timesa, Faktora X, Earthpulse Press i Lobstera.

W uzupełnieniu do swojej pracy pisarskiej David przygotował dlakomitetu działające go w ramach Czerwonego Krzyża oraz organizacji Scientists for Global Responsibility materiały wyjściowe do kompanii przeciw broniom elektromagnetycznym. Współpracuje również z World Development Movement jako specjalista od międzynarodowego handlu bronią znający te sprawy„od wewnątrz”.

Pracował jako doradca przy produkcji dwuczęściowego telewizyjnego filmu dokumentalnego World in Action wyemitowanego w Wielkiej Brytanii w kwietniu 1997 roku, który ujawniał trasy przerzutu brytyjskiej broni do Indonezji. Pomagał także szwajcarskiej telewizji w nakręceniu filmu dokumentalnego na temat nie

uśmiercających broni, który również wyemitowano na początku 1997 roku.

Obecnie współpracuje z czołowymi producentami telewizji brytyjskiej przy całym szeregu telewizyjnych filmów dokumentalnych oraz pisze książkę na temat pewnego skarbu w złocie będącą owocem trwającego dwa lata śledztwa.

Przełożył

Jerzy Florczykowski

NARKOTYKI I MEDIA – NIEWYSŁAWIALNE TAJEMNICE

Kiedy Gary Webb, energiczny i odważny dziennikarz piszący dla gazety Mercury News z San Jose opublikował w sierpniu 1996 roku swój cykl artykułów, przez większą część roku na Wschód toczyły się z łoskotem fale oburzenia.

Webb spędził rok na odkrywaniu nikczemnych tajemnic otaczających crackową kokainę i sposób, w jaki zapanowała ona w Los Angeles. Jego trzyczęściowy artykuł nosił tytuł „Mroczne przymierze” i zawierał między innymi nazwiska byłych ważnych postaci z wspieranego przez CIA ruchu Contras. Webb otrzymał poparcie swojego wydawcy i pozostałych dziennikarzy piszących dla Mercury News.

Gazeta założyła nawet stronę internetową przeznaczoną na ten cykl artykułów i opublikowała elektroniczne kopie ważnych dokumentów potwierdzających to, co podawały artykuły.W międzyczasie fala ta dotarła do Waszyngtonu i nie zatrzymana popłynęła dalej do Langley w stanie Wirginia– siedziby Centralnej Agencji Wywiadowczej.Po pewnym czasie z Langley ruszyła w drugą stronę jeszcze potężniejsza fala.

Gary Webb wypowiedział rzecz niewysławialną. Powiedział oczywistą prawdę, która od dawna była dobrze znana większości dziennikarzy, polityków, profesorów akademickich, oficerów, polityków, a także personelowi agencji wywiadowczych i innym wtajemniczonym ludziom, i to od dziesięcioleci. Ta wypowiedziana przez Webba prawda mówiła, że CIA jest zaangażowana w hurtowy handel nielegalnymi narkotykami.

Nim minął rok, koledzy Webba z Mercury News wycofali swoje poparcie dla niego i zaczęli go potępiać. Taka była siła sygnału, który nadszedł z wschodniego wybrzeża. Wynikało to z ich obaw o własne kariery zawodowe, a zwłaszcza o awans do bardziej znanych agencji prasowych. Nastąpił klasyczny przypadek potępienia przez związek.

Co gorsze, niezłomny do tej pory wydawca Webba, również go potępił i opublikował w Mercury News artykuł redakcyjny, w którym starał się udowodnić, że jakość twierdzeń Webba zawartych w cyklu artykułów „Mroczne przymierze” byławątpliwa. Z jego wstępniaka wyraźnie wynikało, że to, co zostało powiedziane, wcale nie zostało powiedziane. Orwell nazywał to „podwójną mową”.

Za karę, że się odważył powiedzieć prawdę, przeniesiono Webba do filii biura Mercury News w małym miasteczku z dala od centrali. Webb zatrzymał tę pracę lub raczej swego rodzaju wegetację. Trudno mieć o to do niego pretensję, zwłaszcza że miał na utrzymaniu rodzinę. W zaistniałej w mediach sytuacji raczej nie mógł liczyć na znalezienie pracy gdzie indziej. Wydawca zatrzymał go w pracy, lecz mimo to zasługuje na potępienie za to, że ograniczył wolność wypowiedzi dziennikarza, ulegając presji.

Niektórzy byli koledzy Webba awansowali na wyższe i lepiej płatne stanowiska w upragnionych ogólnonarodowych agencjach informacyjnych. Mogli tam pisać, co się im tylko podobało, pod warunkiem że ich artykuły nie dotyczyły niczego, co było niewysławialne. Bez niezależnej i odważnej Czwartego Władzy (prasy) nie ma obrony przed subtelną i nieustępliwą kampanią zmierzającą do zdławienia demokracji we wszystkich jej aspektach z wyjątkiem nazwy.

Kiedy Webb zabierał się do swojego mającego wywołać trzęsienie ziemi dochodzenia, był nieświadomy ogromnego zagrożenia, jakie stworzył establishmentowi z kręgów bezpieczeństwa narodowego i polityki. Jego artykuły ujawniły złowrogą politykę, której początek sięga II wojny światowej – tajną kontrolę sprawowaną przez rząd Stanów Zjednoczonych nad przemysłem narkotykowym w skali globalnej, która trwa od dziesięcioleci. Była to jedna z tych wielkich, niemożliwych do przełknięcia tajemnic, którą tajny rząd stara się zachować w tajemnicy. Jest jeszcze wiele innych tego rodzaju tajemnic.

http://www.scribd.com/doc/26906939/Nexus-06#open_download

Advertisements